wtorek, 29 grudnia 2015

Artykuły o spadochroniarstwie

Czytajcie

Być może niektórzy czytelnicy tego bloga nie wiedzą, że od kilku lat gromadzę dużą część napisanych przez siebie tekstów w jednym miejscu. Oczywiście, tu na blogu można wykopać całą masę informacji, ale tematycznie pogrupowałem artykuły o skokach spadochronowych w zakładce
Support Spadochroniarza. Przygotowanych macie tam ponad 100 artykułów, filmów szkoleniowych i tego, co uważam za przydatne dla bezpiecznego i sensownego skakania. Jeśli nawet okaże się po przeczytani danego tekstu, że już to wiedzieliście - to przecież nic złego się nie stanie. Po drugiej stronie jest zaś mrok skrywający różne detale, które być może przydadzą Wam się już w następnym skoku.

Pytajcie

Jeśli jesteście czegoś szczególnie ciekawi, lub też jakiś problem nie daje Wam spokoju, to napiszcie w komentarzu, czego duszy trzeba. Może uda mi się sprostać zapotrzebowaniu.

Jednocześnie swoim nielicznym antyfanom radzę gorąco, aby zaczęli inwestować swoją energię w pisanie. Piszę i tłumaczę, najlepiej jak potrafię, krytyka mi nie pomaga tylko mnie denerwuje, bo zwykle nic nie robicie łachudry, a jak coś napiszę to zaraz najmądrzejsi się znajdują, co nawet interpunkcję potrafią wytknąć. Piszcie, piszcie bo na polskojęzycznym rynku nadal brakuje uporządkowanej wiedzy.

piątek, 25 grudnia 2015

Wyrzucający. Traki oraz sraki - czujność wymagana

Tracking to coraz bardziej popularna forma skydivingu. Można przyjąć, że zazwyczaj w grupie jest lider, który prowadzi całą grupę według wcześniej przygotowanego planu. Wśród szanujących się wzajemnie skoczków można przyjąć, że lider, który pełni rolę organizatora, będzie zajmował się planowaniem w manifeście i współpracą z wyrzucającym.

Dobrze zaplanowany skok trackingowy jest relatywnie bezpieczny i wygodny dla reszty skoczków planujących spadanie mniej więcej pionowe. Można przyjąć, że przynajmniej połowę skoku grupa będzie oddalała się prostopadle od osi wyrzutu skoczków a dopiero potem obierze wygodny dla siebie kierunek wzdłuż osi.
Separacja do otwarcia będzie więc zachowana.

Dlaczego taka grupa będzie wygodna dla innych? Z tego powodu, że jeśli to jedyna grupa i jeśli wyrzucający umieści ją na początku wyrzutu, to można wychodzić natychmiast po nich, bo oni oddalają się w poprzek wyrzutu. Co za tym idzie, ostatnia wyrzucana grupa ma większe szanse dolecieć do lotniska.
Jeśli jednak jest parę lub kilka grup trackujących to wtedy zachowujemy normalną separację pomiędzy wszystkimi grupami. Skrócenie jej to zmniejszenie odległości pomiędzy grupami track.

Ze swojego własnego doświadczenia wyrzucającego dodam kilka pomysłów, podwyższających moim zdaniem bezpieczeństwo danego wyrzutu.

  • Zainteresowani trackowaniem muszą się ze sobą porozumieć, przy zdjęciu lotniczym strefy zrzutu, kto i dokąd zamierza lecieć. Często w tym momencie wychodzi na jaw, że niektórzy mają zamiar wykonać srak a nie track - ale o tym za chwilę.
  • Grupy należy odseparować od siebie najbardziej jak to tylko możliwe, choćby z tego powodu, że właśnie podczas takich skoków dochodzi ostatnio do największej liczby kolizji w swobodnym spadaniu.

Wystarczy aby jedna z dwóch osób uniknęła kolizji

Dzień jak co dzień

Boogie, masa ludzi. Wyloty back to back (czyli bez wyłączania silników). Kolorowo, wystawione języki i kunsztownie pozaginane palce. Coool i wow. Tak bawi się elita społeczeństwa, podniebni gladiatorzy, superbohaterowie. Nie możecie zaprzeczyć, że nawet gdybym straszliwie przerysował ten opis to i tak bywają skoczkowie, którzy lepiej oddadzą taki trend.

A więc dzień jak co dzień. 15 osób w powietrzu. Student, zaraz po AFF odnalazł swoje lotnisko i wpatrzony w to miejsce pruje na swoim dużym spadochronie. Doświadczony skoczek (ponad 2000 skoków) na swoim maleńkim spadochronie grzeje w którąś stronę. Piszę którąś bo przecież po otwarciu najważniejsze jest dla niego zahamowanie slajdera. Demoniczny opór czołowy nie pozwala mu się rozejrzeć dookoła. Student patrzy w dół i jest niżej niż doświadczony, stary koń. Stary koń, ma mały spadochron, który dość leci szybko do przodu ale i całkiem szybko w dół.
Nie widzą się nawzajem. Bo nie patrzą na siebie. Jeden - ten niżej, zafiksował się na lądowisku i głowa jest opuszczona do dołu, drugi - ten wyżej zadziera głowę bo zafiksował się na slajderze.
W tej konfiguracji stary koń wpada centralnie w czaszę studenta. Szarpnęło obydwoma, studencki spadochron troszkę się rozdarł, odpadli od siebie. Student popatrzył do góry (miejmy nadzieję, że nie pierwszy raz podczas tego skoku) zobaczył rozdarcie i przesiadł się na zapas. Stary koń poleciał oddychać.

Na szczęście dla obu różnica wysokości pomiędzy nimi w momencie zderzenia pozwalała na zderzenie bez trwałego splątania. Gdyby było inaczej, być może nie skończyłoby się tylko na ratowaniu.

czwartek, 24 grudnia 2015

Osoby towarzyszące w szkoleniu podstawowym

Dziś w tym krótkim wpisie (myślę, że będzie krótki, no chyba, że mnie poniesie) chciałbym wytłumaczyć, dlaczego obecność bliskich osób na szkoleniu podstawowym może stanowić kłopot dla ucznia.

Najsampierw jednak zastanówmy się jak dochodzi do takiej sytuacji.

Ktoś, kogo stać na szkolenie AFF zazwyczaj pracuje. Nie mam tu na myśli zawodu "syn, córka". Chodzi o to, że ktoś taki spędza dużo czasu pielęgnując aktywności zawodowe, w wyniku których uzyskuje profity pieniężne. Te zaś dają mu możliwości szerszego wyboru form wypoczynku.
Dając szerszy wybór ograniczają jednak czas na ich realizację. To paskudne zestawienie choć być może lepsze niż masa wolnego czasu i skrajnie zawężone możliwości z powodu braku miedzi*.

Jest praca, są pieniądze ale jest też deficyt wolnego czasu

To dość popularne zestawienie. Nie można jednak zapominać, że nawet zapracowany człowiek ma prawo do miłości. Ma potrzebę spędzania czasu z bliskimi. Tu zaczyna więc szerokie spektrum możliwych wyborów zahaczać niebezpiecznie o relacje międzyludzkie, które funkcjonują w oparciu o te same resztki czasu wygospodarowane pomiędzy aktywnościami zawodowymi.

Zapracowany, kochający ale i chcący aktywnie wypocząć człowiek jest więc rozdarty. W najlepszej więc wierze wpada na pomysł połączenia tych rzeczy razem. Ten pozornie genialny pomysł: "zabieram swoją bliską osobę ze sobą, będziemy mieli razem wakacje a ja zrobię sobie kurs!" będzie jednak niósł pewne komplikacje.

czwartek, 17 grudnia 2015

Aby początek kariery przebiegł gładko i bezpiecznie

Niejednokrotnie już pisałem o przewagach spadochronowego treningu stacjonarnego nad dorywczym wyszarpywaniem swoich kolejnych skoków w sposób weekendowy.
Takie szkolenie jest dużo bardziej efektywne, przebiega szybciej i można sprawniej osiągnąć pewien punkt szczególny w karierze skoczka - licencję.

Najtrudniejsze są zawsze początki. 

Dla zachowania prawdziwości tego stwierdzenia należy usunąć początki, którymi mogą być skoki tandemowe. Te, przebiegają bardzo łatwo. Zapłacone, wyskoczone, certyfikat do łapki, uśmiech do zdjęcia z tandempilotem - jeśli akurat nie poleciał z następnym szczęśliwcem do góry. I już. Ale po tym złudnej lekkości przychodzą cięższe czasy dla "młodego".
Pogoda staje się obiektywnie i subiektywnie gorsza, czeka się całymi dniami na swoją kolej. Niektóre weekendy wypadają a potem kumulują się pasażerowie tandemowi - ci, którzy mają lekko ;)
Wielu skoczków to pamięta i nie ma co się złościć na taki obrót spraw. Życie jest takie jest.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Pytania do Iwana: Kontynuowanie szkolenia podstawowego

Oto pytanie, które co jakiś czas otrzymuję:

Czy mogę kontynuować szkolenie, skoro nie uzyskałem świadectwa kwalifikacji?

Oto odpowiedź:

Tak. Skoro szkolę ludzi od podstaw to nie może stanowić dla mnie przeszkody to, że ktoś posiada już pewne umiejętności. Będę kontynuował takie szkolenie.

A teraz wyjaśnię na jakich zasadach.
Niezależnie od tego, czy ktoś ma 1 skok (słownie jeden), czy ma ich 30, gdy przyjeżdża do Atmosfery może liczyć na pełne szkolenie teoretyczne i przygotowanie naziemne przed skokiem kontrolnym.
Skok kontrolny jest wymagany na strefie, na której działa Atmosfera. Dlatego wykorzystuję to na korzyść naszych gości. Mam ocenić umiejętności, lub poza oceną umiejętności przeprowadzić dodatkowe ćwiczenia w powietrzu. I tak:
  • Jeśli to jest kontynuacja AFF to poziom skoku AFF dobieram do ostatniego poziomu ze szkolenia w poprzednim ośrodku spadochronowym z uwzględnieniem przerwy. Najchętniej, jeśli mi na to pozwala poprzednia kariera skoczka zaczynam od poziomu 4, czyli wyjście w kontakcie i obroty bez trzymania. To uniwersalny sposób sprawdzenia umiejętności skoczka.

Zestaw spadochronowy dla młodego skoczka

Po co kupować sobie swój spadochron?

W spadochroniarstwie trudno jest mówić o oszczędzaniu. Wszystkie pieniądze zapewne i tak zostaną wyrzucone w powietrze, lepiej powiedzieć - dobre gospodarowanie swoimi zasobami.
Gdy skaczemy więcej, tj ponad 100 razy w sezonie, posiadanie swojego sprzętu zaczyna być ekonomicznie uzasadnione. Gdy skaczemy mniej warto się zastanowić:
  • Czy strefa, na której skaczemy dysponuje wystarczającą liczbą zestawów spadochronowych?
  • Czy w przypadku ataku studentów AFF coś zostanie do wypożyczenia?
  • Czy to, co zostanie będzie odpowiednie, czy zostaniemy zmuszeni do zmniejszenia rozmiaru, pomimo swoich obaw?
  • Czy będziemy mogli (nie musieli, mogli) układać taki zestaw?
  • Czy będziemy mieli dla siebie jeden typ, czy też będziemy na każdy skok dostawali inną konstrukcję o odmiennych własnościach lotnych?
  • Czy będziemy mogli sobie wypożyczyć taki sprzęt na wyjazd turystyczny?

RSL a szkolenie podstawowe

Po pierwszym szkoleniu spadochronowym niewiele zostaje w głowie skoczka. Jakieś kilkanaście procent wiedzy nabytej w czasie kursu po połowie roku zostanie zutylizowane przez mózg. Stanie się tak dlatego, że wiedza ta nie jest odświeżana, nie jest rozbudowywana, nie tworzy pewnej logicznej struktury. Wlatuje jednym uchem i wysącza się drugim.
To nic nowego.
Oczywiście nic nowego dla instruktora, który ma możliwość szkolić uczniów prowadząc ich przez kolejne etapy ich procesu nabywania umiejętności spadochronowych.
Co jednak się dzieje z resztkami tej wiedzy?
Mózg skleja to co zostało. Tak jak nieprzygotowany student na egzaminach, mózg kombinuje niczym koń pod górę. To bardzo niebezpieczne zjawisko, gdyż uczeń nie zdaje sobie sprawy ze swojej niewiedzy. Pamięta, że był szkolony, pamięta pogodę za oknem sali, na której były zajęcia. Pamięta wiele szczegółów otoczenia i jest przekonany, że wszystko pamięta. Dopiero konkretne pytanie wymagające precyzyjnej odpowiedzi obnaża funkcjonowanie mózgu.
Dobrze byłoby, gdyby każdy miał tą świadomość. Szczególnie instruktorzy, którzy mogliby być przecież aktywnymi projektantami tych struktur myślowych u uczniów.

niedziela, 13 grudnia 2015

Trudno pisać o śmierci Szreka

Im dłużej będę przebywać w środowisku spadochronowym, tym większe prawdopodobieństwo znajomości osób, które ulegają wypadkom. To z jednej strony oczywiste a z drugiej trudne do zaakceptowania.
Szreka miałem przyjemność szkolić podajże w 2002 albo 2003 roku. Pamiętam jak wiosną jechaliśmy do Czech, ale tam akurat coś odpadło ze śmigłowca i nie wiedzieli, kiedy go naprawią. Pojechaliśmy więc dalej, na Słowację do Slavnicy. Z Mahoolcem i Halskim byliśmy tam we czwórkę. Szkolenie przebiegło jak po maśle i Szrek ruszył w swoją spadochronową (cywilną) przygodę.

Kilka lat później wyszkoliłem go na tandempilota. Nie ukrywam, że w tym widziałem go najbardziej. Uśmiech, łatwość nawiązywania kontaktu od pierwszego wypowiedzianego słowa, dużo ciepła.
W tym też czasie nasze drogi rozeszły się, a raczej jego droga zdecydowanie odbiła od mojej. Nie ma sensu teraz opisywać zjawiska, które dość często następuje w początkowej fazie samodzielności instruktora.

Pomimo chłodu, który zapanował pomiędzy nami, cieszyłem się ze słów uznania, które były kierowane pod jego adresem. Stał się szanowanym instruktorem, którego bardzo lubiano, i który bardzo mocno propagował zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku podczas skoków. To dla mnie było dużo bardziej istotne niż okolicznościowe poklepywanie się po plecach.