W poszukiwaniu idealnego procesu szkolenia spadochronowego

Wypadek, który daje do myślenia. 


W sezonie 2022, na strefie zrzutu, na której zazwyczaj organizuję szkolenia doszło do smutnego, i trudno to inaczej nazwać, głupiego wypadku śmiertelnego. Znany himalaista, który również jest początkującym skoczkiem latał jeden na jeden z doświadczonym coachem z innej strefy zrzutu. Wydaje mi się, że raczej nie było to szkolenie a raczej zbieranie epickiego materiału na potrzeby autoprezentacji w mediach społecznościowych a coach w istocie pełnił rolę bardzo sprawnego kamerzysty, filmując różnorodne, radosne fikołki celebryty. Jak do tego momentu prawie nic złego nie można powiedzieć o takiej relacji. Nie jest to dziś rzadkością. Dużo lepiej wynająć doświadczonego instruktora, niż próbować zgromadzić taki materiał w oparciu o początkujących, świeżo dopuszczonych do używania kamery w powietrzu kolegów. Ale już na tym etapie można było zauważyć coś niepokojącego. Coach, który odwiedził strefę chyba nie był zaznajomiony z zasadami bezpieczeństwa na niej obowiązującymi, do tego otaczał celebrytę nieprzenikalną barierą wyłączności, jakby obawiając się, że inny zawodowiec będzie chciał przechwycić łakomy kąsek. To oczywiście moje osobiste wrażenia z dość bliskiej obserwacji zachowań obu spadochroniarzy. 

W feralnym skoku celebryta bawił się świetnie podczas swobodnego spadania a coach sprawnie nagrywał go pomimo gwałtownych zmian prędkości. Krótkie rozejście, bliskie otwarcie i zaczął się drugi etap wytwarzania materiału wideo - tym razem lot na otwartych czaszach. Krótko mówiąc (pisząc) na tę zabawę było:

  • po pierwsze za nisko,
  • po drugie na spadochronach o zbyt rozbieżnych obciążeniach i budowie,
  • po trzecie - bez wcześniejszego omówienia postępowania podczas ewentualnych komplikacji,
  • po czwarte - przy zbyt małym doświadczeniu filmowanego skoczka

Katastrofa Skyvana w Piotrkowie Trybunalskim 3.09.2022

 

Z nieustalonych dotąd przyczyn doszło do katastrofy samolotu Skyvan w Piotrkowie Trybunalskim. Po bezpiecznie przeprowadzonym wyrzucie skoczków, samolot przy podejściu do lądowania uderzył w ziemię pod ostrym kątem. W wyniku wypadku zginął pilot i pasażerka. 

Przyczyny wypadku bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. 


W oczekiwaniu na wyniki badań, co może potrwać nawet kilka lat, trzeba brać pod uwagę:

- błąd pilota i prawidłowe działanie samolotu,

- awarię samolotu i prawidłowe działanie samolotu,

- awarię samolotu a w jej efekcie nieprawidłowe reakcje pilota.

Zazwyczaj w spadochroniarstwie mamy do czynienia z sytuacją, gdy starymi (prostymi w konstrukcji) samolotami latają młodzi piloci, którzy nabijają sobie godziny, aby móc pracować np. w liniach lotniczych. Jednak w tym przypadku za sterami siedział doświadczony instruktor samolotowy i szybowcowy, szef wyszkolenia Aeroklubu Ziemi Piotrkowskiej z parudziesięcioma sezonami lotniczymi na karku. 

Nie masz RSL MARD to jesteś ryzykantem. Czyżby?

Dobrzy, lepsi i gorsi

(dla tych, którzy nie orientują się jak działa RSL i MARD film poniżej tekstu)

Przed kilkoma dniami, na jednym z forów dyskusyjnych wyraziłem swoją opinię na temat systemów RSL i MARD. Najprawdopodobniej mój punkt widzenia odbiega od popularnych zachwytów nad tymi dodatkowymi zabezpieczeniami. Niegrzeczna odpowiedź jednego z doświadczonych skoczków, która kierowana była (zgodnie z obecnymi standardami dyskusji) do mnie, a nie do tego o czym pisałem, dała mi powody do myślenia. Być może mamy dziś do czynienia z kolejnym podziałem skoczków:

  • dobrych skoczków, czyli takich, którzy używają RSL,
  • lepszych skoczków, którzy używają MARD,
  • gorszych skoczków, którzy nie mają żadnego z tych systemów,

 Najwyraźniej należę do tych ostatnich. Nie stosuję dostępnych wspomagaczy otwarcia i napełnienia spadochronu zapasowego i zapewne robię z głupoty, brawury, z braku wiedzy lub dla szpanu. 

Postaram się więc wyjaśnić dlaczego pozwalam sobie na odmienny punkt widzenia.

Grzebałem przez parę miesięcy w analizach śmiertelnych wypadków spadochronowych przy okazji pisania książki dla spadochroniarzy. Zaskakująco często (oczywiście nic nie wygra ze zbyt nisko wykonanym zakrętem, jako przyczyną śmierci) powodem było za niskie rozpoczęcie lub zakończenie procedury awaryjnej przy stosunkowo prostej awarii spadochronu głównego. Zapadły mi w pamięci dwa ciekawe pod kątem edukacyjnym przykłady. 

Balon na ogrzane powietrze. Informacje dla skoczków.


 Aby móc wykonać skok z balonu trzeba mieć ważne ubezpieczenie OC skoczka oraz minimum 100 skoków. 

Start balonu

Od momentu rozpoczęcia napełniania powłoki do startu upływa kilka minut. Przed rozpoczęciem napełniania skoczkowie powinni mieć na sobie poprawnie założony sprzęt spadochronowy. Do kosza, tak jak do samolotu spadochroniarze wsiadają gotowi do skoku. 

W trzynastoosobowym koszu, centralna część przeznaczona jest dla pilota oraz butle z propanem. Po obu stronach kosza znajdują się cztery przedziały, do których wsiadają trójkami skoczkowie i pasażerowie. Aby zachować dobre wyważenie kosza trzech skoczków zajmuje miejsca po prawej a trzech po lewej stronie. Pozostałe miejsca dopełniają pasażerowie. 

Wyrzut

Zrzut skoczków następuje po przekroczeniu zamierzonego pułapu, podczas gdy balon zaczyna opadać około 2 m/s. To bardzo ważne ze względów bezpieczeństwa. Na szczycie balonu zamocowana jest tzw. klapa spadochronowa, która służy do natychmiastowego uwolnienia ciepłego powietrza podczas manewru lądowania. Wyskoczenie podczas wznoszenia grozi zwiększeniem ciśnienia na górze powłoki i wciśnięciem klapy spadochronowej. 

Odkształcony uchwyt i wąska łezka linki sterowniczej przyczyną ratowania


Na Friday Freakout pojawił się niedawno film, który warto omówić. Nagrałem więc omówienie, w którym zwracam uwagę na zbyt ciasną łezkę (cat eye) linki sterowniczej w zestawieniu z grubym kołkiem blokującym o odkształconej końcówce. 

Pozwoliłem sobie również na kilka innych uwag ;) Między innymi zaproponowałem jak można taki problem rozwiązać w powietrzu, o ile mamy wystarczającą wysokość. 

Zasady bezpieczeństwa są dla nich, nie dla mnie

 Wczoraj miałem przyjemność nagrać i opublikować na YT film, w którym omawiam pewne zdarzenie spadochronowe, w którym skoczek twardo wylądował i solidnie się poturbował. Przyjemność, czy też może bardziej trafnie określona satysfakcja z nagrywania analizy tego błędu brała się między innymi z faktu, iż sam poszkodowany wpadł na pomysł, że mogę użyć materiału z jego kamery, oraz z kamery na ziemi, które zarejestrowały nieudane lądowanie. Oczywiście to, że obrażenia nie były bardzo poważne, również wpłynęły na moje dobre samopoczucie. 

Błąd był ciekawy pod względem szkoleniowym. Na pierwszy rzut oka można byłoby powiedzieć, że skoczek nie posiadał odpowiednich umiejętności. Przedłużył fazę nurkowania, zagapił się przed wyrównaniem i czasza "nie wybrała" dostatecznie dobrze. Wynikiem walnięcia w plażowy piasek jest uszkodzenie podwozia - złamana kość udowa i naruszenie konstrukcji kadłuba - pęknięta kość krzyżowa. Pacjent naprawiony, stabilny ale jeszcze sobie poleży i popatrzy w sufit przez kilka tygodni.

Normalizacja dewiacji na styku różnych dyscyplin spadochronowych

 10 marca komisja dochodzeniowa brytyjskiego stowarzyszenia spadochronowego opublikowała raport dotyczący katastrofy doświadczonego skoczka ...